To były chwile grozy. Do kociego królestwa wtargnął wielki pies - i wcale nie chciał z niego wyjść! Nieczuły na stroszenie futra, buczenie, a nawet na pazury, wciąż pałał chęcią naruszenia nietykalności kici...
Próba pomieszczenia w naszym małym mieszkanku psa z kotem wypadła nie najgorzej. Mieszkanie prawie nie zdemolowane, oba potwory żywe, a ja tylko trochę podrapana. Jest szansa na sukces (za jakiś rok być może :)). Póki co, pies wiedzie żywot dwudomowy.
środa, 27 października 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)
