czwartek, 31 grudnia 2009

Killer cat - a true story

... Lisek powiedział, że to jego story było true. Nie będę kłócić się z przyszłym mężem w sylwestrowe popołudnie, nie rozstrzygam więc...
Faktem jest to, że gdy, przeciągając się i moszcząc przed snem, wsunęłam stopę pod kocyk, na którym spała Ada, ona uznała to za atak. Zastosowała zatem najlepszy sposób obrony: chap! Pazury i zęby zniknęły z mojej stopy dopiero po głośnej interwencji z mojej strony.

Killer cat

Możecie go spotkać w amazońskiej dżungli, przyczajonego w zielonej gęstwie tuż nad głową, ukrytego akurat tam, gdzie absolutnie nie mógłby się ukryć...

Jego ryk może ściąć wam krew w żyłach, gdy przemierzacie tonącą w śniegu tajgę. Ryk, śnieg, śnieg, ryk i bieg... Tylko jak tu biegać, zagrzebanym po pępek w białym puchu? Jak uciekać, wiedząc, że on nie zagrzebuje się nigdy?

Zmieniamy klimat, zmieniamy kontynent. Widzieliście cień, migający w rozkołysanej wiatrem sawannie? Zła wiadomość: to nie cień. Dobra (tylko, jeśli siedzicie w land roverze): siedzicie w land roverze.
Król (lub królowa - pan jegomość oddaje się niechybnie czynnościom ważkim a absorbującym, wymagającym skupienia stu procent jego majestatu; bo jak tu spać, kiedy te przeklęte muchy bzzzzzzzzzzzzzyczą i bzzzzzzzzzzzzyczą???) zwierząt. Dumny władca Czarnego Lądu.

Spotkacie go wszędzie, choć wolelibyście nie spotkać go nigdy.

Majunia też go spotkała. Zagrzebana pod ciepłą kołderką, skryta w bezpiecznym domku, rozgrzana ciepłem ognia. Ognia, który rozleniwia, mami zmysły, tłumi czujność...
Nie przeczuwała niebezpieczeństwa.
Gdy zaatakował, nie miała przy sobie strzelby, nie miała masajskiego lub indiańskiego przewodnika, który nie pozwoli sobie na dekoncentrację, bo wie, że stawką jest jego życie. Majunia nie miała nawet land rovera.
Jej krzyk niósł się długo, mącąc lodowatą ciszę grudniowej nocy...

czwartek, 17 grudnia 2009

Klasyczny Zimowy Poranek

Otwieram pół oka - ciemno, szaro... Otwieram pozostałe półtora oczu i przyglądam się zegarkowi: siódma! Potwór w ciapki tylko czekał na mój ruch i już stoi nade mną, mrucząc wyczekująco. "Mrrr, dzień dobry, mrrr, czas na poranny spacer, mrrr...". Odwracam głowę, przestawiam godzinę budzenia o dziesięć minut i zakopuję się w kołderkę, mrucząc, wcale nie wyczekująco. Na próżno się jednak chowam. Łaciata łapka odnajduje pod kołdrą mój nos, pac, pac, wstawaj! Ech.

wtorek, 15 grudnia 2009

Post testowy trzeci

...No, gotowe.
Teraz nic, tylko pisać!

Post testowy drugi

Co zrobić z komentarzami???

Post testowy

sprawdzam układ bloga:)