Adusia korzysta z lata (i tych krótkich chwil, kiedy w Krakowie nie pada), jak tylko może. Przez pewien czas lubiłam tę jej aktywność - budziła mnie regularnie o 6.30, żeby wyjść na zewnątrz. Lepsze, niż budzik.
Długie dni przestawiły niestety biologiczny zegar kici. Efekt: wyrzucam ją na podwórko nad ranem, wracam do łóżka i najczęściej wstaję potem później, niż planowałam...
wtorek, 22 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz