czwartek, 31 grudnia 2009

Killer cat

Możecie go spotkać w amazońskiej dżungli, przyczajonego w zielonej gęstwie tuż nad głową, ukrytego akurat tam, gdzie absolutnie nie mógłby się ukryć...

Jego ryk może ściąć wam krew w żyłach, gdy przemierzacie tonącą w śniegu tajgę. Ryk, śnieg, śnieg, ryk i bieg... Tylko jak tu biegać, zagrzebanym po pępek w białym puchu? Jak uciekać, wiedząc, że on nie zagrzebuje się nigdy?

Zmieniamy klimat, zmieniamy kontynent. Widzieliście cień, migający w rozkołysanej wiatrem sawannie? Zła wiadomość: to nie cień. Dobra (tylko, jeśli siedzicie w land roverze): siedzicie w land roverze.
Król (lub królowa - pan jegomość oddaje się niechybnie czynnościom ważkim a absorbującym, wymagającym skupienia stu procent jego majestatu; bo jak tu spać, kiedy te przeklęte muchy bzzzzzzzzzzzzzyczą i bzzzzzzzzzzzzyczą???) zwierząt. Dumny władca Czarnego Lądu.

Spotkacie go wszędzie, choć wolelibyście nie spotkać go nigdy.

Majunia też go spotkała. Zagrzebana pod ciepłą kołderką, skryta w bezpiecznym domku, rozgrzana ciepłem ognia. Ognia, który rozleniwia, mami zmysły, tłumi czujność...
Nie przeczuwała niebezpieczeństwa.
Gdy zaatakował, nie miała przy sobie strzelby, nie miała masajskiego lub indiańskiego przewodnika, który nie pozwoli sobie na dekoncentrację, bo wie, że stawką jest jego życie. Majunia nie miała nawet land rovera.
Jej krzyk niósł się długo, mącąc lodowatą ciszę grudniowej nocy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz